W pogoni za muzyką, mamutem i modernizmem-Barcelona cz.II

Drugi dzień to wizyta w Palau de la Musica Catalana. Dla mnie szczególnie atrakcyjne były piękne, wielobarwne witraże dominujące w tym ogromnym pomieszczeniu i posągi muz będących alegorią instrumentów z różnych zakątków świata.

DSC07786

Przechodzimy znów przez uliczki dzielnicy gotyckiej ( starówki) do katedry Santa Maria del Mar, która jest bohaterką powieści ,, Katedra w Barcelonie” autorstwa Ildefonsa Falconesa. Niestety wstęp jest płatny ku naszemu niezadowoleniu, ale nawet przez oddzielającą wejście szybę można zobaczyć trochę wnętrza tej budowanej przez 54 lata katedry, co było tempem błyskawicznym jak na XIV wiek. Niedaleko znajduje się muzeum Picassa, gromadzące dzieła z początków jego twórczości, kiedy w wieku 14 lat przyjechał z Coruny do Barcelony. Mi najbardziej spodobało się… wejście do tego budynku, bo oczywiście rosły tu palmy, a przy schodach ciekawe balustrady. Niestety twórczość Picassa niestety nie należy do moich ulubionych.

W Parku de la Ciutadela oprócz mamuta i fontanny znajduje się też palmiarnia i The Castle of the Three Dragons mieszczące muzeum zoologiczne. Stąd długim pasażem de Lluis Companys idziemy do Łuku Triumfalnego – ogromnej wizytówki stworzonej na potrzeby światowej wystawy w 1929 r.

DSC07900

Z dachu La Pedrery rozciąga się szeroka panorama na miasto. Widać Sagradę Familię, która wpasowuje się w jedno z daszków, tworząc ciekawe tło dla zdjęć. Z drugiej strony można dojrzeć majestatyczny gmach Museum Katalońskie, którego bryła imponująco odcina się na tle zachodzącego słońca.

DSC07977

Kolejnym wyzwaniem było wjechanie na wzgórze Tibidabo, do którego prowadzi kolejka wąskotorowa. Jednak, aby się do niej dostać trzeba podjechać autobusem a w weekendy można zastąpić go zabytkowym tramwajem. Po drodze mijamy piękne wille będące siedzibami konsulatów i ambasad różnych krajów. Mozolna wędrówka jest godziwie nagrodzona: widok z tarasu jest imponujący, w końcu wjeżdżamy na wysokość ponad 500 metrów. Nazwa pochodzi od słów „dam Ci”, które pochodzą z ewangelii św. Mateusza, a dokładnie fragmentu opisującego kuszenie Jezusa przez szatana. No gdyby nie mgła, która panowała tego dnia to byłby to absolutnie doskonały widok na miasto. Na szczycie znajduje się kościół z figurą Chrystusa, który bardzo przypomina ten z Rio de Janeiro i widoczny jest z różnych punktów Barcelony. Kościół jest dwupoziomowy – stary i nowy. W pierwszym kolorowe malowidła, które wskazują na powiązania miasta z morzem. Z kolei drugi kościół jest bardziej surowy, w nowoczesnym stylu, ale chwilę tu przycupniemy wsłuchując się w graną muzykę. Przyznać muszę, że odpłynęłam w pewnym momencie kontemplując. Także było to dla mnie mistyczne doświadczenia i pierwszy raz mi się to zdarzyło! Dla kontrastu kościół Sacre Creu sąsiaduje z lunaparkiem, którego atrakcje są wręcz mrożące krew w żyłach, gdyż wychylają się nad zboczem Tibidabo.

DSC08062

Obowiązkowym punktem wycieczek przyjeżdżających do Barcelony jest Sagrada Familia, która docelowo ma być największą świątynią na świecie. Jej zakończenie planowane jest na 2026 rok. Budowa Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny, bo tak tłumaczy się nazwę Sagrady Familii, trwa od 1882 roku. Głównym twórcą był oczywiście nie, kto inny jak Gaudi, jednak nie dokończył swojego dzieła, gdyż zginął w 1926 roku. Prace wznowiono dopiero w latach 50, a misję ukończenia budowli przejmowali kolejni architekci m.in. Jordi Bonet. Ukończono ołtarz główny, który został poświęcony w 2010 roku Papież Benedykt XVI. Dwanaście wież ma symbolizować apostołów a trzy fasady to opowieści o narodzeniu, męce i chwale Chrystusa. Mimo że budowa trwa a najlepsze to można zwiedzać Sagradę Familię, a kolejka po bilety jest zawsze imponująco długa, dlatego ograniczyłyśmy się do obejścia jej wokół i zrobienia zdjęć niektórych rzeźb, czy dziwacznych grzybków, które pojawiają się nawet tutaj. Przyrzekając sobie, że wrócimy tu jeszcze, gdy dzieło będzie zakończone. Nie można podważać kunsztu imponujących swym ogromem fasad, ale dla mnie zbyt przesadzone i nadmiar ozdobień jest rozkojarzający

Niedaleko od Sagrady warto zajrzeć do Szpitala St. Creu i St. Pau, którego najstarsze budynki przerobiono na muzeum. Pozostało osiem kunsztownie ozdobionych secesyjnych budynków będących niegdyś oddziałami, na których leżeli chorzy. Dziś multimedialne prezentacje umożliwiają wyobrazić sobie, jak to wyglądało w przeszłości. Hologramy wyglądają jak duchy nawiedzające korytarze. Dopiero za murem muzeum najdują się budynki nowoczesnego współczesnego szpitala.

Wieczorem postanowiłam skusić się na tradycyjną hiszpańską potrawę: paellę z owocami morza. To było prawdziwe wyzwanie. Trzeba było się niezle nagimnastykować, aby dotrzeć do wnętrza małży, krewetki czy langustynki. O ile krewetki i kalmary jestem w stanie przetrawić i kocham ryby to jednak paella( a zwłaszcza lekko szlamowaty jej zapach) nie przypadła mi do gustu i to chyba będzie pierwszy i ostatni raz, jak jej spróbowałam, choć trzeba przyznać, ze wygląda bardzo ładnie. W tym momencie bardzo zatęskniłam za schabowym mojej mamy.

DSC08026

Na koniec dnia udałyśmy się obejrzeć pokaz magicznej fontanny w pobliżu placu Espania. Woda, światło i muzyka to połączenie, które nie może komuś nie przypaść do gustu. Pokaz trwał 30 minut i był kilkakrotnie powtarzany, całość robiła imponujące wrażenia tym bardziej, że z perspektywy schodów Muzeum National widać było oświetlone miasto z kościołem na Tibidabo górującym nad tym widokiem. Dodatkowo było to w Halloween, więc dookoła krążyli różni przebierańcy urozmaicając widoki.

DSC08164

to jeszcze nie koniec! c.d.n.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s