Pierwsze koty za płoty – karaoke

,, Śpiewanie jako metoda uzdrawiania i uwalniania się od trudnych emocji było praktykowane od wieków. To tradycja obecna we wszystkich znanych ludzkości kulturach. (…) Śpiewanie podnosi na duchu, poprawia nastrój i dodaje energii.” J. Brantley, W. Millstine

Od zawsze lubiłam muzykę: zarówno śpiewać jak i tańczyć. Mama opowiada czasem taką anegdotę z mojego dzieciństwa: jak byłam niemowlakiem i ledwo stałam na nóżkach to zawsze jak włączano mi radio tańczyłam nieporadnie trzymając się kanapy dla asekuracji i wymachując pupą zawiniętą w pieluszkę (wtedy jeszcze tetrową!). Potem w podstawówce chodziłam na chór, ale solowych występów unikałam jak ognia, pewnie ze względu na wrodzoną nieśmiałość. Wprawdzie nadal śpiewam sobie w wolnej chwili w domu ( szczególnie w łazience, bo jest tam dobre nagłośnienie) albo w windzie ( jeśli jadę sama) czy kościele ( ale tutaj zagłusza mnie rzesza starszych pań), ale solowe występy nadal wywołują u mnie tremę.

Jednak pewnego wieczoru, kiedy świętowaliśmy urodzin kolegi odważyłam się pokonać strach i zaśpiewać w barze podczas karaoke. Trema była ogromna: spojrzeć publiczności w oczy, strach przed fałszowaniem i zbłaźnieniem się. Ale na szczęście nie byłam sama. Towarzyszyły mi dwie psiapsióły i to dodało mi skrzydeł. Razem tworzyłyśmy dość mocny głos, a ewentualne nieczyste momenty nie rzucały się dzięki temu w uszy.

microphone-17709_640

Znam też pewną sztuczkę, której nauczyłam się z jakiegoś wykładu na studiach. Jeśli boisz się publicznych wystąpień i patrzenia ludziom w oczy, obierz sobie punkt na ich czole i tam skupiaj wzrok. Serio działa!

Podczas śpiewania, trzeba było skupić się nie tylko na melodii i czystości głosu, ale też na słowach, które wyświetlały się na ekranie zawieszonym niedaleko sceny. Także kontaktu z publicznością nie dało się cały czas podtrzymywać. Bardzo się cieszę, że przełamałam się i spróbowałam swoich sił w utworze, który wybrałyśmy, a była : ,, Kryzysowa narzeczona” z repertuaru Lady Punk. Samo wyjście na środek baru a potem wdrapanie na scenę to był już spory krok, aby pokonać swoje uprzedzenia. Było warto! Na tyle, że śpiewanie w trio stało się naszym obowiązkowym punktem, gdy spotykałyśmy się później na piwie, a repertuar rozszerzył się na kolejne piosenki. Miło wspominam te chwile zwłaszcza gdy pod sceną zaczynały tańczyć pary, a na koniec otrzymywałyśmy brawa i były one nie tylko od naszych współtowarzyszy 😛

karaoke

Reklamy

One thought on “Pierwsze koty za płoty – karaoke

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s