Mój czeski sen – Praga cz. II

… po przebudzeniu szybko spakowaliśmy się, a po śniadaniu wymeldowaliśmy i ruszyliśmy na miasto. Za główny punkt do zaliczenia tego ostatniego dnia powzięliśmy sobie wieżę na wzgórzu Petrin. Wpierw jednak udaliśmy się metrem do najstarszej części miasta, czyli Vyszehradu. Historia tej zabytkowej dzielnicy sięga X wieku. Tutaj swoje korzenie ma dynastia Przemyslidów. Tu mieści się dawny Zamek Królewski oraz ogromy kościół św. Piotra i Pawła, który swoim wnętrzem odbiega od większości kościołów utrzymanych w barokowym klimacie, bowiem tu dekoracje są w stylu secesyjnym. Nieopodal kościoła można podziwiać imponujący widok ze zbocza na południową część Pragi, przystań jachtową i oczywiście mosty biegnące na północ. Przechodzimy koło małej winnicy i dochodzimy do cmentarza, gdzie pochowani są tacy znani Czesi jak Alfon Mucha, Bedrich Smetana, czy Jan Neruda. Cmentarz jest dość niewielki, ale bardzo ciekawy, klimatem przypomina trochę warszawskie Powązki. Każdy pomnik jest pięknie zdobiony, umieszczone są na nich albo rzeźby albo atrybuty związane z pochowaną osobą np. skrzypce.

DSC05563

Po zwiedzeniu Vyshehradu przyszedł czas na wieżę Petrin. Do tej wzorowanej na wieży Eiffla 70 –cio metrowej repliki można dojechać kolejką usytuowaną w pobliżu mostu Legii – tu ciekawostka dla miłośników warszawskiego klubu piłkarskiego. A co ważne bilet miejski, który kupiliśmy pierwszego dnia upoważnia do przejażdżki tą kolejką. Minęliśmy pomnik komunizmu – kilka posągów na schodach wprost naprzeciwko mostu. Na chwilę wstąpiliśmy do Szwejka. Kultowa postać z powieści Jaroslava Haška jest częstym motywem dla wielu pubów. Jest ich na tyle dużo, że nie wiadomo, który to ten legendarny, gdzie na piwo przychodził bohater książki.

DSC05604

W końcu dojechaliśmy na miejsce. Niewielki park oddzielał dojście do Praskiej Rozhledy – jak nazywają Czesi swoją małą wieżę Eiffla. Jak się okazało tylko ja miałam ochotę wejść na górę. Kiedy pozostali uczestnicy naszej przygody cierpliwie czekali na mnie na ławce, ja dzielnie pokonywałam kolejne stopnie. Gdy wyszłam na taras widokowy ukazał mi się imponujący widok na całe miasto. Mimo dużego wiatru, niezbyt wysokiej temperatury powodującej kostnienie dłoni, udało mi się pstryknąć kilka fotek. Zwłaszcza, że było widać z góry Praski Zamek, czego do tej pory nie udało mi się jeszcze uchwycić będąc w innych „wysokich” punktach widokowych Pragi. Zadowolona z osiągnięć skierowałam się do schodów. Patrzę na tablicy zakaz wstępu na górę. A to pewnie jakieś techniczne schody, czy coś w tym rodzaju. Dobra schodzę. I oczywiście na dole okazało się, że doszłam, ale do połowy wieży, a na szczycie był jeszcze drugi taras widokowy, tylko poszłam nie tymi schodami! A ja byłam taka dumna, że się nie zasapałam!

DSC05637

Po rozhledzie zaplanowaliśmy zwiedzanie klasztoru na Strahowie. W przewodniku wyczytaliśmy o zachwycającej bibliotece. Uprzejma pani przewodnik w muzeum użyczyła nam tabliczki z informacjami po polsku na temat zbiorów biblioteki. Tu znajdowały się też różne eksponaty – wypchane zwierzęta, preparaty z morskimi żyjątkami i skamieniałościami. Ale najbardziej zachwycająca była sala filozoficzna i geograficzna. Zbiory sięgają nawet XVI wieku. Całość robi ogromne wrażenie. Mi przypominało sceny z „Pięknej i bestii”, kiedy główni bohaterowie tańczą w ogromnej bibliotece. Oczami duszy widziałam siebie tańczącą w balowej sukni pośród tych starych książek.

Koło klasztoru znajdowało się muzeum miniatur. Zadziwiające jak ludzie są w stanie wykonać tak precyzyjnie tak małe przedmioty jak np. w uchu igły umieszczono miniaturowe wielbłądy albo na nodze komara doczepiono mikroskopijny rower. Można było zobaczyć także reprodukcje znanych obrazów w wersji miniaturowej np. Tancerki Matissa czy podobiznę Lennona.

DSC05663

Całe to zwiedzanie znów zaostrzyło nam apetyt. Zeszliśmy koło Zamku, minęliśmy Loretę, wstąpiliśmy do kościoła Matki Bożej Zwycięskiej, gdzie znajduje się figura Jezusa z licznymi sukienkami podarowanymi m.in. przez papieża Benedykta XVI. Szukanie restauracji, która by nam odpowiadała bardzo nas zmęczyło, więc postanowiliśmy udać się w to samo miejsce, gdzie jedliśmy dzień wcześniej. Okazało się, że jedna z koleżanek od klika godzin źle się czuje i dostała gorączki, ale dzielnie wszędzie z nami chodziła, aby nie popsuć nam wycieczki. Dwie gorące herbaty pomogły naprędce i ruszyliśmy dalej. Zostały nam jakieś trzy godziny do odjazdu pociągu do Warszawy, więc postanowiliśmy pokręcić się jeszcze po rynku staromiejskim. Zabytki po zmroku dawały inny urok niż w dzień, więc skierowaliśmy się jeszcze ostatni raz na most Karola. Szybka sesja fotograficzna Zamku Praskiego – bardzo dobrze oświetlonego – to będzie niezapomniany dla mnie widok.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s