Uwaga, czyli czego (nie) zwiedzać.

Zwykle, gdy skądś wracam staram się opisywać dane miejsce w samych superlatywach, gdyż przeważnie wracam z podróży zadowolona, bogatsza o nowe doświadczenia, wrażenia czy emocje. Nie omieszkam jednak dodać trochę dziegciu dla równowagi. Czy to z przekory, czy po prostu takie życie, nie może być wszystko piękne i słodko-pierdzące. O Gdańsku i co tam warto zobaczyć pisałam już wcześniej tutaj, więc dzisiejszy wpis poświęcę miejscu, do którego według mnie nie koniecznie trzeba się wybrać.

Może nie do końca była to strata czasu, ale mogłam inaczej wydać dwanaście złotych niż na zwiedzanie Muzeum w Ratuszu Głównym. Sam budynek jest bardzo charakterystycznym elementem Długiego Targu. Przeważnie stanowi tło dla większości zdjęć robionych Neptunowi na gdańskiej Starówce. Na wysokiej na około 50 metrów wieży można sprawdzić godzinę, a w okresie letnim wdrapać się na jej szczyt. Stąd można podziwiać panoramę miasta i wypatrywać statków wpływających do portu. Reprezentacyjne wejście do ratusza zdobi tarcza herbowa miasta podtrzymywana przez dwa lwy. Wyjątkowo patrzą nie na siebie, tak jak na typowym herbie Gdańska, ale ich wzrok skierowany jest na Złotą Bramę, która otwierała Drogę Królewską. Tu rozpoczynali przejazd królowie Polscy witający miasto.Wnętrza Ratusza są własnością Muzeum Historycznego. Wizerunek tego budynku jest jednym z najczęściej używanych symboli miasta, a co roku bramy muzeum przekracza ok. 80 tysięcy turystów.

DSC08944

Na kilku piętrach zgromadzono eksponaty związane z historią Ratusza. Ekspozycja mogłaby być zrobiona w nieco bardziej interesujący sposób. Już na wejściu wita nas rekonstrukcja bitwy z czasów napoleońskich. Jedna z kukieł przedstawiających martwego żołnierza może przestraszyć zwiedzających wschodzących do sali . Tak naprawdę nie widzę za bardzo związku tego fragmentu ekspozycji z dalszą częścią.

Sień dolną ratusza zdobi dekoracja stropu przedstawiająca wjazd króla Jana III Sobieskiego, który przyjechał do Gdańska w 1685 r. Dalej mamy Wielką Salę Rady. Jest ona zwana także czerwoną ze względu na kolor wystroju. Jest to przykład renesansu niderlandzkiego. Tu odbywały się posiedzenia rady miasta w miesiącach wiosenno-letnich. Elementy wyposażenia ( stół, ława i skarbce na dokumenty) były ukrywane w czasie II wojny światowej, co zapobiegło ich zagładzie w czasie zniszczenia ratusza, które miało miejsce w 1945 r. Na dłużą chwilę przyglądania się zasługuje strop składający się z 25 obrazów wzorowanych na tych z Sali Senatorskiej z pałacu Dożów w Wenecji. Te alegorie w postaci scen mitologicznych i biblijnych to m.in. męstwo, stałość przekonań, sprawiedliwość czy dotrzymywanie tajemnicy, czyli wszystko to, czym powinien cechować się dobry rajca. Właśnie ta sala podobała mi się najbardziej. Można przysiąść sobie na jednym z rzędów krzeseł, aby poczuć jak jeden z rządzących miastem rajców. Mało kto pamięta, że jednym ze znanych Gdańszczan, który tu urzędował był Heweliusz. W podziemiach Ratusza miał skład swojego browaru. Czy w którymś z miast byłoby to obecnie możliwe? Nie wyobrażam sobie tego.

DSC08948

Bogato zdobione sufity w salach Ratusza to według mnie jeden z nielicznych ciekawych punktów w tym muzeum. Kiedyś wszystko robiono z wielką dbałością o szczegóły. Każdy obraz jest ozdobiony złotymi ramami bądź sztukaterią. Wręcz ocieka bogactwem. Nie jest to jednak tandetne, ale wręcz odwrotnie robi wrażenie na wchodzących, którzy nie mogą oderwać oczu od tej ferii kolorów i kształtów i wychodzą sal z zadartą do góry głową. Muszę przyznać rację zwiedzającej ze mną psiapsiółce, która stwierdziła, że : ,,kiedyś to robiono przedmioty, teraz tylko chińska tandeta po nas pozostanie!’’.

DSC08959

W Ratuszu ma swoje miejsce także wystawa złotnictwa. W XV wieku Gdańsk był, bowiem dużym ośrodkiem zajmującym się rzemiosłem. To stąd eksportowano wyroby metalowe do Polski. Na wystawie można podziwiać srebrne naczynia codziennego użytku takich znanych artystów jak Carl Ludwig Meyer czy Johann Gottfried Schlaubitz. W zbiorach muzeum znajdują się również przedmioty wykonane w najstarszej manufakturze w Gdańsku: Moritz Stump and Sohn założonej pod koniec XIX wieku. Ich sklepy na ulicy Złotników i Długiej były jednymi z najpopularniejszych w mieście. To tu przychodzono przez ponad 140 lat po ekskluzywne prezenty ślubne. Zakład brał udział w światowej wystawie jubilerskiej w Turynie w 1911 roku, prezentując wyroby będące połączeniem srebra i bursztynu. Firma mogła poszczycić się odnowieniem korony króla Zygmunta. Jej zleceniem była też renowacja Bursztynowej Komnaty, ale wykonanie tego zadania przerwała I wojna światowa.

Do zwiedzania przeznaczono także piwnice. Ale nie poczujemy się tu tak, jak przed wieloma wiekami, gdy było to miejsca składowania przez Heweliusza wyrabianego przez niego piwa. Może komuś zaimponuje fakt, że wcześniej były one niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Mi niestety nie. Nawet charakterystyczny zapaszek wilgoci i kurzu ani pozostałości dawnych drewnianych rurociągów do mnie nie przemówiły. Absolutnie nie wiem, czemu przeznaczono ok. 60 tyś zł na ten cel.

Dalsza część muzeum niestety nie zapadła mi w pamięci z wyjątkiem modeli żaglowców, rekonstrukcji pracowni różnych rzemieślników z czasów Wolnego Miasta Gdańsk oraz zdjęć okupowanego przez hitlerowców miasta. Te ostatnie szczególnie poruszające, ukazują jak bardzo Gdańsk uległ zniszczeniom w czasie II wojny światowej. Co ciekawe najbardziej niszczycielski wpływ miało tzw. wyzwolenie w marcu 1945 roku przez połączone siły wojsk polsko-radzieckich. Wtedy dokonano największych grabieży i bombardowań portu i zabytkowych części miasta. Całe szczęście, że większość starówki została odbudowana i można znów cieszyć się jej pięknem jak przed laty. Bo wiatr pachnący morzem i przygodą to specyficzne połączenie, które przyciąga nad Motławę.

Ps. Jeśli jednak chcecie sami zweryfikować, czy ekspozycje opisane wyżej zainteresują was bardziej ode mnie, to zapraszam do zwiedzania!

DSC08972

Reklamy

One thought on “Uwaga, czyli czego (nie) zwiedzać.

  1. Problem polega na tym Kasia, że to jest po prostu muzeum, a ja oceniłam ich opisy – jako doświadczona copywriterka wiem, że można było opisać je po prostu bardziej interesująco, a Ty jak pasjonatka zwiedzania, interesowania innych i opowiadania w ciekawy sposób o miejscach, też wyczułaś, że w tym muzeum po prostu zabrakło – pasji i zaangażowania, tylko tyle i aż tyle, świetny wpis 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s