Łódź – nowa ziemia obiecana?

Choć niektórym miasto Łódź kojarzy się z brudem, biedą i pozostałościami po przemyśle włókienniczym, to można tu znaleźć miejsca, gdzie przyjemnie płynie czas także w nowoczesnych obiektach, gdyż miasto coraz prężniej się rozwija m.in. dzięki dofinansowaniu z UE. Swój krótki pobyt w tym trzecim najbardziej zaludnionym mieście w Polsce rozpoczęłam od wizyty w aquaparku. Dalsze dwie godziny przeznaczyliśmy na odwiedzenie łódzkiego zoo. Nie jest największe w Polsce ( to mieści się w Gdańsku), ale stanowi miłą rozrywkę na sobotnie popołudnie. Tylko jednak szkoda, że zwierzęta te są w niewoli i wyglądają na bardzo smutne. Może to trochę spowodowane wysoką temperaturą, ale z pewnością bardziej tęsknotą za wolnością. Najfajniejsze chwile spędziłam w budynku z motylami. Ogromne wrażenie robi sam moment wejścia do sali, gdzie wokół ciebie latają olbrzymie okazy wprost na wyciągniecie ręki. Możesz ich nawet dotknąć. Jeden szczególnie mnie polubił, a raczej mój kapelusz. Musiałam go siłą przekonać do zmiany miejscówki inaczej wyszedłby ze mną z zoo. W pomieszczeniu tym znajdował się również żłobek dla motyli, gdzie w małych kokonach dorastały larwy przyszłych skrzydlatych piękności.

DSC06504

DSC06520

DSC06512

Spod zoo w dalszą podróż zabrał nas tramwaj, była to niemal podróż do przeszłości, bo w Warszawie już dawno nie jeżdżą takie staruszki. Co ciekawe trasa nie zmieniła się od jakiś trzydziestu lat, gdyż była zaznaczona na mojej mapie z lat ‘80! Co prawda zmieniła się nazwa jednej z ulic, ale nie stanowiło to problemu, aby dojechać na wyznaczone miejsce, którym było Muzeum Miasta Łodzi. Po drodze przejeżdżaliśmy przez plac Wolności – pierwszy raz jechałam tramwajem dookoła ronda, a nie przez środek. Głównie dlatego, że po środku stoi pomnik Kościuszki. Było to bardzo ciekawe doświadczenie , szczególnie, że trzy razy tramwaj stawał i motorniczy musiał wysiadać i przekładać wajchę w szynach.

Muzeum mieści się w dawnym pałacu jednego z łódzkich włókienniczych magnatów. Pałac Poznańskiego został bardzo dobrze zachowany i często nadaje mu się miano łódzkiego Luwru. Najpiękniej prezentuje się od strony ogrodu, gdzie można przysiąść opodal fontanny. Ogród sąsiaduje bezpośrednio z Manufakturą, która jest wartym ponad 200 mln euro największym centrum kulturalno-handlowym w Polsce. Czytając przewodniki zawsze zwracam uwagę na tego typu ciekawostki, a takich naj jest w Łodzi całkiem sporo, do czego jeszcze wrócę dalej.

DSC06556 DSC06561 DSC06562

DSC06566

W tym miejscu polecę jedną z meksykańskich knajpek, nie tyle z powodu jedzenia – choć było smacznie, co z samego wnętrza i atmosfery w niej panującej. Jedzenie podają kelnerzy ubrani za kowbojów, którzy mają przy pasach pistolety na kapiszony, a kelnerki przebrane są za conchity. Wszystko serwowane jest na ciężkich glinianych talerzach, a zapłatę umieszcza się w drewnianych pudełkach. Ponad stołami wiszą zdjęcia gości z wyznaczonymi za nich nagrodami, jak na dzikim zachodzie. Bardzo przyjemne miejsce.

Dalej czekał nas czterokilometrowy spacer Piotrkowską, która jest najdłuższym deptakiem w Polsce. Mijamy takie pałace jak: Kamienica Karola Scheiblera znajdująca się pod numerem 11. Uwagę przykuwa szczególnie duża kopuła na narożniku budynku, który zajmuje wyjątkowo dwie parcele, co było rzadkością w czasach, gdy powstawała. Z kolei pod numerem 53 znajduje się kamienica Hermana Konsztata reprezentująca styl francuski i umiłowanie zdobień. Spodobał mi się także dom pod numerem 86 typowy dla renesansu niemieckiego z posągiem Jana Gutenberga (jedyny w Polsce). Uwagę zwraca także secesyjna architektura budynku ,,Esplanady” pod numerem 100a. Dawniej sprzedawano tu luksusową odzież, a w oknach wystawowych wbudowano lustrzane szyby prosto z Belgii. Ale nie tylko budynki przykuwają wzrok ciekawskich. Wzdłuż całej ulicy rozsiane są pomniki znanych łodzian oraz postaci z bajek. Czemu należy patrzeć pod nogi podczas spaceru po Pietryni? Odpowiedzi szukaj tu: Cudze chwalicie, swego nie znacie

DSC06613

DSC06582DSC06598 DSC06609

DSC06603

Pogoda była bardzo ładna do przechadzania się i podziwiania okalających budynków czy chłonięcia atmosfery niespiesznego popołudnia, ale upał w pewnym momencie na tyle zaczął dokuczać, że ostatnią rzeczą, jaką ,,zwiedziliśmy’’ było największe na świecie graffiti – wpisane na listę rekordów guinnessa. Resztę czasu spędziliśmy na czekaniu w cieniu na autobus powrotny.

Wycieczka do Łodzi była całkiem przyjemna, co prawda nie da się przymknąć oka na obdrapane budynki, na widok których robi się smutno na duszy, trochę jak większa warszawska Praga, ale są miejsca które warto zobaczyć, a łodzianie mimo swojej trudnej rzeczywistości są bardzo życzliwi, kilkakrotnie pomogli mi, gdy zapytałam np. o drogę.

DSC06624

DSC06622

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s