Scottish Highland – okiem innego podróżnika

Dobrego nigdy za dużo, więc dziś znów o Szkocji, tym razem o swojej wyprawie w te rejony globu opowie nam Justyna. Zapraszam na pierwszy wpis gościnny:

,,Inspirować może wszystko. Szkockie wpisy Kasi zmotywowały mnie, żeby podzielić się z wami moimi dotychczasowymi doświadczeniami ze Szkocją, którą odwiedziłam już 3 razy, a na pewno będą kolejne. Pojawi się też kilka przydatnych informacji, jak po Szkocji się przemieszczać i co robić jak już znudzą się nam już Edynburg i Glasgow.

Jedziemy poza miasto, tylko jak? Szkocja to pusty kraj, na nieco ponad 5 mln Szkotów przypada na prawie 79 tys. km2 , czyli jest 2 razy luźniej niż w Polsce. Niby fajnie, mieszkańcy dużo gęściej zaludnionej Anglii patrzą na taką ilość wolnej przestrzeni z zazdrością, gorzej gdy chcemy gdzieś w Szkocji dojechać. Mała gęstość zaludnienia powoduje, że transport zbiorowy funkcjonuje tylko pomiędzy głównymi miastami i miejscowościami, a to nie zawsze są miejsca, gdzie chcemy dojechać. Na co dzień jestem przeciwniczką dziwnego wynalazku o nazwie samochód osobowy, bo truje i kosztuje, bo można bez, w Szkocji jest to jednak rozwiązanie optymalne. Możemy dojechać gdzie chcemy i kiedy chcemy, możemy się zatrzymać w dowolnym miejscu (prawie) i podziwiać, a jest co podziwiać. Dodatkowo autostrady kończą się w Szkocji na Stirling, a dalej są tylko mniej lub bardziej kręte dróżki, po których małe autko przemieszcza się dużo sprawniej niż pełnowymiarowy autokar.

Co jednak, gdy ruch lewostronny nas przeraża? Należy znaleźć kogoś, kto ten samochód ma. We wrześniu zeszłego roku pojechałam do Szkocji mając dwa cele – zobaczyć jak mieszkańcy Szkocji głosują w referendum i pojechać w góry. Pierwszy punkt był prosty do realizacji, wystarczyło w czwartek 18 września 2014 być w Edynburgu. Drugi był trudniejszy, ale też się udało. Dojazd z Edynburga do Fort William (z przesiadką w Glasgow) został zrealizowany transportem publicznym, potem zostały tylko 3 mile (5 km) szosówki, żeby dostać się do hostelu pod Ben Nevis’em. Teoretycznie jakiś autobus jest, ale raz dziennie i zupełnie nie o tej godzinie. Jest piątek wieczór, do Glasgow mam autobus w niedzielę. Mam dwa dni i jedną górę, nie mam mapy, nie mam samochodu, na szczęście jest magia Internetu i ludzie, którzy z Internetu korzystają. Jeżeli mieszkasz w Polsce i nie jesteś programistą Java, to ta strona pewnie nic Ci nie powie – http://www.meetup.com/, na szczęście w UK strona ta jest dużo bardziej wykorzystywana, również przez osoby, które weekendowo i nie tylko chodzą po górach. Jeszcze przed wyjazdem do Szkocji udało mi się znaleźć „meet up”, którego celem była wycieczka w góry w okolicy Fort William z dodatkowym atutem: kilka osób miało nocować w tym samym hostelu co ja. Jest samochód, jest mapa, jest grupa Szkotów i Szkotek z Glasgow. Wycieczka przez organizatorów określona jako A+ (very strenous), i jak się później okazało słusznie. Trzy razy pytano mnie czy na pewno wiem, że to 1500 m różnicy wysokości i czy mam dobre buty. Wiedziałam i miałam, choć wtedy nie miałam pojęcia, dlaczego te buty są, aż tak bardzo potrzebne.”

c.d.n.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s